Gaz, paralizator, kubotan: co jest legalne i jak uniknąć kłopotów po użyciu

1
506
3.5/5 - (4 votes)

Nawigacja po artykule:

Minimum prawne: obrona konieczna w polskim Kodeksie karnym

Co mówi prawo – język kodeksu „na ludzki”

Podstawą legalnego użycia gazu, paralizatora czy kubotana jest obrona konieczna. Bez tego pojęcia trudno ocenić, czy działanie było zgodne z prawem, czy już karalne. Art. 25 Kodeksu karnego pozwala odpierać bezprawny, bezpośredni zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem – np. życie, zdrowie, wolność, mienie.

Bezpośredni zamach to sytuacja, w której atak już trwa albo za chwilę się zacznie, a ty realnie widzisz, że za sekundę może dojść do ciosu, szarpnięcia czy duszenia. To nie jest „może kiedyś mnie uderzy”, tylko konkret: napastnik zamachuje się pięścią, wyciąga nóż, ciągnie cię w bramę, dusi, wyrywa torebkę.

Bezprawny zamach oznacza, że po drugiej stronie nie ma żadnego legalnego uprawnienia. Funkcjonariusz policji używający środków przymusu na służbie działa co do zasady prawnie. Agresywny pijany, bijący cię na ulicy – działa bezprawnie. Nawet jeśli cię „sprowokowałeś” słownie, to fizyczna napaść pozostaje bezprawna.

Istotne jest też pojęcie odpierania ataku. Można użyć siły, gazu, paralizatora czy kubotana, żeby zatrzymać atak lub uniemożliwić jego kontynuację. Nie można używać tych narzędzi, by się „odreagować”, ukarać napastnika za to, co już zrobił, jeśli atak faktycznie się zakończył.

Dla porządku: istnieje jeszcze stan wyższej konieczności (art. 26 k.k.), ale dotyczy on głównie ratowania dobra o wyższej wartości kosztem innego dobra (np. wyważenie cudzych drzwi, żeby uratować dziecko z pożaru). Przy gazie, paralizatorze i kubotanie zwykle kluczowa jest właśnie obrona konieczna, a nie stan wyższej konieczności.

Kiedy wolno się bronić, a kiedy jest już za późno

Prawo mocno wiąże obronę konieczną z czasem trwania ataku. Można wyróżnić trzy momenty: przed atakiem, w trakcie i po ataku.

Przed atakiem – jeśli ktoś jedynie cię wyzywa, idzie za tobą, ale jeszcze nie ma bezpośredniego ataku fizycznego, sprawa bywa sporna. Są sytuacje graniczne, np. agresor idzie w twoim kierunku z butelką w ręku, zamachuje się, podnosi nóż. Gdy z okoliczności jasno wynika, że za sekundę dojdzie do uderzenia, prawo dopuszcza działanie wyprzedzające – wciąż jest to odpieranie bezpośredniego zamachu.

W trakcie ataku – to najbardziej klarowny moment. Jesteś szarpany, biciem zagrożone jest twoje zdrowie, ktoś cię dusi lub próbuje wyrwać torbę. Wtedy użycie gazu, paralizatora czy kubotana mieści się w obronie koniecznej, o ile jest proporcjonalne do niebezpieczeństwa.

Po ataku – gdy napastnik odpuścił, ucieka, leży nieprzytomny lub bez walki odstąpił od zamiaru, obrona konieczna co do zasady się kończy. Gaz w plecy uciekającego, „dorzucenie” paralizatorem agresorowi, który już nie atakuje – to typowe przekroczenie granic obrony koniecznej, a czasem zwykła przemoc, za którą można odpowiadać karnie.

Prosty przykład: szarpanina przed klubem. Jeśli ktoś cię popycha, próbuje uderzyć, łapie za gardło – możesz użyć gazu, żeby ten atak przerwać i się oddalić. Jeśli godzinę później widzisz tę osobę w kebabie, podchodzisz i pryskasz mu gazem w twarz „za wcześniejsze zachowanie”, nie ma już mowy o obronie koniecznej. To odwet, a nie odpieranie bezpośredniego zamachu.

Różnica między obroną konieczną a stanem wyższej konieczności

W praktyce samoobrony kluczowa jest obrona konieczna, ale granica ze stanem wyższej konieczności bywa mylona, gdy w grę wchodzą szkody w mieniu czy zdrowiu osób trzecich.

Obrona konieczna dotyczy odpierania zamachu człowieka na dobro chronione prawem. Adresatem twojego działania jest napastnik – osoba, która atakuje ciebie lub kogoś innego. Używasz gazu, paralizatora, kubotana czy siły fizycznej bezpośrednio wobec agresora.

Stan wyższej konieczności pojawia się wtedy, gdy ratujesz dobro kosztem innego dobra, niekoniecznie kosztem napastnika. Przykład: używasz gazu w zamkniętym pomieszczeniu, by powstrzymać agresora przed dźgnięciem kogoś nożem, choć wiesz, że gazem oberwą też inni ludzie. Poświęcasz ich komfort (a czasem zdrowie) dla ratowania czyjegoś życia. Sąd ocenia wtedy, czy uratowane dobro było „istotnie większej wartości” niż naruszone.

W codziennej samoobronie najczęściej wystarczy rozumieć jedną rzecz: działania wymierzone w napastnika ocenia się przez pryzmat obrony koniecznej. Jeśli szkoda dotyka osób postronnych, może być mowa o stanie wyższej konieczności albo o odpowiedzialności za nieumyślne spowodowanie uszczerbku.

Skuty kajdankami mężczyzna wprowadzany przez policjanta do pokoju z prawnikiem
Źródło: Pexels | Autor: RDNE Stock project

Rodzaje legalnych narzędzi samoobrony: przegląd dla laika

Środki „dla każdego” a narzędzia wymagające pozwolenia

Gaz pieprzowy, część paralizatorów i kubotan to przykłady narzędzi, które w określonych wariantach można w Polsce posiadać bez pozwolenia. Kluczowe są: przeznaczenie, konstrukcja, energia rażenia i status w ustawie o broni i amunicji.

Do środków samoobrony dostępnych bez pozwolenia zalicza się co do zasady:

  • gazy obronne (najczęściej pieprzowe) spełniające wymogi ustawy i oferowane jako środki do samoobrony,
  • paralizatory o parametrach niewykraczających poza to, co przepisy kwalifikują jako broń wymagającą pozwolenia,
  • kubotany i podobne narzędzia uderzeniowo–uciskowe, traktowane zwykle jako przedmioty codziennego użytku, jeśli nie mają cech typowej broni (ostrza, kolców, ukrytych kling).

Do narzędzi wymagających pozwolenia należą przede wszystkim:

  • broń palna (krótka, długa, sygnałowa, gazowa o odpowiednich parametrach),
  • niektóre rodzaje broni miotającej czy przedmiotów o dużej energii kinetycznej,
  • paralizatory o parametrach przekraczających limity z ustawy (np. urządzenia o wysokiej energii wyjściowej, zaprojektowane wyłącznie do walki).

Problem w tym, że sprzedawcy często reklamują sprzęt hasłami w stylu „najmocniejszy legalny paralizator” czy „wojskowy gaz taktyczny”, co bardziej utrudnia, niż ułatwia zrozumienie przepisów. Ostatecznie o legalności decyduje nie marketing, ale konkretne parametry i kwalifikacja prawna, a ta bywa niejednoznaczna.

Przedmiot codzienny użyty jako broń

Istnieje pokusa, by myśleć: „To tylko klucze, śrubokręt, ciężki kubek – przecież to nie broń”. Z punktu widzenia odpowiedzialności karnej liczy się funkcja i zamiar, nie tylko nazwa czy przeznaczenie fabryczne.

Jeśli w obronie koniecznej użyjesz:

  • kluczy do zadawania ciosów,
  • butelki jako pałki,
  • paska z metalową klamrą jak bicz,

sąd i tak będzie oceniać, czy narzędzie zostało użyte w proporcjonalny i konieczny sposób w danej sytuacji. Przedmiot codzienny, który w konkretnej chwili służy do zadawania uderzeń, jest bronią w sensie funkcjonalnym. Może zwiększyć zarzut (np. z „zwykłego” pobicia do użycia niebezpiecznego narzędzia), jeśli uznają, że przekroczyłeś obronę konieczną.

Dlatego nawet jeśli kubotan formalnie nie jest wprost uregulowany, a klucze to zwykły przedmiot, styl użycia może sprawić, że odpowiesz jak za użycie broni.

Sprzęt „paramilitarny” z zagranicy – ryzyko przywozu

Zakupy w zagranicznych sklepach z militariów kuszą. Tanie paralizatory, „taktyczne” pałki teleskopowe, gazy o rzekomo „policyjnej” mocy. Problem zaczyna się na granicy lub przy kontroli w Polsce.

Przywiezienie do Polski narzędzia, które według naszej ustawy o broni i amunicji jest bronią wymagającą pozwolenia, może się skończyć zarzutem nielegalnego posiadania broni. Tłumaczenie „w moim kraju to legalne” niewiele pomoże. Liczy się polskie prawo.

Przed zakupem sprzętu z zagranicy trzeba więc sprawdzić:

  • czy w polskim prawie nie jest traktowany jako broń wymagająca pozwolenia,
  • czy nie ma ukrytych funkcji (np. kastet wbudowany w kubotan, nóż sprężynowy w breloku),
  • jakie są realne parametry (napięcie, energia, długość, sposób miotania substancji).

Sam fakt, że sklep opisuje produkt jako „self-defense tool” albo „training device”, nie chroni przed odpowiedzialnością. Ostateczna ocena i tak należy do organów ścigania oraz sądu.

Gaz pieprzowy – co można mieć, jak go użyć zgodnie z prawem

Legalność gazów obronnych i różnice między rodzajami

W Polsce legalny gaz pieprzowy to najpopularniejsze narzędzie samoobrony dostępne bez pozwolenia. Najczęściej zawiera kapsaicynę (OC – oleoresin capsicum) jako substancję aktywną. Kluczowe są dwie rzeczy: status jako „gaz obronny” oraz brak zakwalifikowania go jako broń wymagająca pozwolenia.

Gazy można podzielić na:

  • gazy pieprzowe (OC) – działają drażniąco na oczy i drogi oddechowe, powodują silne łzawienie, pieczenie, czasową dezorientację,
  • gazy łzawiące (np. CS) – obecnie rzadziej stosowane w obronie osobistej, częściej w środkach używanych przez służby,
  • mieszanki (OC+CS) – łączą różne substancje w jednym pojemniku.

Osoba pełnoletnia może w Polsce legalnie kupić i nosić gaz obronny przeznaczony do samoobrony, który sprzedawany jest jako produkt konsumencki. Problem pojawia się, gdy produkt:

  • ma parametry zbliżone do sprzętu służb (granaty gazowe, duże miotacze o przeznaczeniu „policyjnym”),
  • jest przerobiony lub nieopisany,
  • pochodzi z niepewnego źródła, bez jasnej informacji, że to gaz obronny dla cywili.

Na co zwracać uwagę przy zakupie gazu pieprzowego

Żeby zminimalizować ryzyko prawne, przy wyborze gazu dobrze przeanalizować kilka elementów:

  • Opis produktu – powinno być jasno napisane, że to środek do samoobrony dla osób cywilnych, a nie wyłącznie „sprzęt taktyczny dla służb”.
  • Substancja aktywna i stężenie – OC z podanym procentem i jednostkami SHU (ostrość). Zbyt „tajemniczy” opis typu „super military formula” może oznaczać produkt egzotyczny, trudny do wyjaśnienia przed sądem.
  • Pojemność – typowe legalne pojemniki do samoobrony mają niewielką objętość, mieszczącą się w dłoni. Duże miotacze przypominające gaśnice to już inna półka i inne ryzyka.
  • Rodzaj strumienia – stożek, strumień, żel, pianka. To nie kwestia legalności, ale bezpieczeństwa – od tego zależy, ilu osób postronnych możesz niechcący razić.
  • Producent i dystrybucja – renomowane marki, sprzedawane w polskich sklepach specjalistycznych, zwykle są bezpieczniejsze prawnie niż „no name” z aukcji zagranicznych.

Przy zakupie w Polsce ryzyko prawne jest mniejsze – sklep bierze na siebie część odpowiedzialności za zgodność produktu z prawem. Przy sprowadzaniu samodzielnie z zagranicy, cała odpowiedzialność ląduje na twoich barkach.

Gdzie można nosić gaz, a gdzie obowiązują ograniczenia

Gaz pieprzowy możesz co do zasady nosić przy sobie w przestrzeni publicznej. Problem zaczyna się w miejscach o szczególnych rygorach bezpieczeństwa:

  • Lotniska i samoloty – gaz traktowany jest jak potencjalnie niebezpieczny przedmiot. Zazwyczaj nie wolno wnosić go do kabiny pasażerskiej, często również do bagażu rejestrowanego (zależnie od regulaminu linii i przepisów bezpieczeństwa lotniczego).
  • Użycie gazu pieprzowego a granice obrony koniecznej

    Sam fakt, że gaz jest legalny, nie oznacza, że wolno nim pryskać przy każdym konflikcie słownym. Kluczowa jest realna napaść albo bezpośrednie zagrożenie napaścią. Krzyk, wyzwiska czy filmowanie telefonem tego nie spełniają. Co innego, gdy ktoś:

  • idzie na ciebie z podniesioną ręką lub butelką,
  • szarpie cię, przyciska do ściany, próbuje wciągnąć w auto lub w bramę,
  • grozi bezpośrednio i jednocześnie skraca dystans w sposób sugerujący atak.

W takich sytuacjach użycie gazu mieści się zwykle w ramach obrony koniecznej, o ile:

  • użyjesz go tylko tyle, ile trzeba, żeby przerwać atak,
  • przestaniesz razić napastnika, gdy ten już się wycofuje lub jest obezwładniony,
  • nie gonisz za nim tylko po to, by się „odegrać”.

Przykład z praktyki: ktoś próbuje ci wyrwać torbę i szarpie się z tobą. Krótka seria z gazu w twarz, odejście na bezpieczną odległość i wezwanie policji jest proporcjonalne. Natomiast doganianie uciekającego złodzieja i pryskanie mu w plecy, gdy już rzucił torbę i ucieka, może zostać potraktowane jako przekroczenie obrony koniecznej.

Jak korzystać z gazu, żeby nie narazić się na zarzut narażenia osób postronnych

W ciasnym autobusie, klubie czy galerii handlowej gaz może dotknąć nie tylko napastnika. W skrajnych sytuacjach może to skutkować zarzutem narażenia innych na niebezpieczeństwo. Można to ograniczyć kilkoma prostymi zasadami:

  • Rodzaj strumienia – w tłumie lepszy jest strumień lub żel niż rozproszony stożek. Celujesz precyzyjnie w twarz napastnika, a nie „po całości”.
  • Kąt i odległość – staraj się ustawić tak, żeby za napastnikiem nie stały osoby postronne. Optymalna odległość dla większości gazów to zwykle 1–3 metry. Zbyt blisko – ryzyko, że sam dostaniesz rykoszetem; zbyt daleko – gaz rozproszy się i trafi w kogoś innego.
  • Czas użycia – krótkie „puff” są skuteczniejsze niż długie „lanie” strumienia. Krócej pryskasz – mniej w powietrzu, mniejsze skutki uboczne wokół.

Jeśli mimo ostrożności ktoś postronny oberwie gazem, warto po zdarzeniu:

  • podejść, poinformować, co się stało,
  • w miarę możliwości zaproponować pomoc (wyjście na świeże powietrze, przepłukanie oczu wodą),
  • od razu mówić policji, że ktoś jeszcze ucierpiał i w jakich okolicznościach.

Taki sposób działania pokazuje, że nie chodziło o „karanie” otoczenia, tylko o realną obronę.

Co zrobić po użyciu gazu – zachowanie na miejscu zdarzenia

Emocje po ataku są wysokie. W praktyce to, jak zachowasz się minuty po użyciu gazu, może mieć duże znaczenie dla oceny prawnej.

Podstawowa sekwencja kroków:

  • Oddal się na bezpieczną odległość – tak, żeby napastnik nie mógł kontynuować ataku.
  • Nie uciekaj „w nieznane” bez potrzeby – jeśli miejsce jest bezpieczne (ludzie, monitoring), lepiej zostać, niż znikać. Ucieczka może wyglądać jak poczucie winy.
  • Wezwij policję (112 / 997) – samodzielnie albo poproś świadków. Krótkie, rzeczowe zgłoszenie: kto, gdzie, co się stało, że użyłeś gazu w obronie przed napastnikiem.
  • Zabezpiecz gaz – nie wyrzucaj go, nie chowaj nerwowo. To dowód. Trzymaj w kieszeni lub dłoni, ale nie wykonuj nim gwałtownych ruchów wobec przybyłych funkcjonariuszy.

Po przyjeździe policji warto:

  • od razu powiedzieć, że to ty użyłeś gazu i w jakim celu („broniłem się, kiedy ten mężczyzna mnie szarpał / bił / groził nożem”),
  • wskazać świadków, kamery monitoringu, miejsce zdarzenia,
  • nie „dopowiadać” szczegółów, których nie jesteś pewien – lepiej przyznać, że czegoś nie pamiętasz, niż zmyślać.

Jeśli napastnik został bardziej poważnie poszkodowany (upadek, uderzenie głową, problemy z oddychaniem), zgłoszenie i współpraca z policją oraz służbami medycznymi jest kluczowa, by nie wyglądało to jak brutalny odwet.

Ryzyko cywilne – roszczenia odszkodowawcze po użyciu gazu

Nawet gdy prokuratura uzna, że działałeś w ramach obrony koniecznej, napastnik może wytoczyć sprawę cywilną o odszkodowanie za rzekomą krzywdę. Nie musi mieć racji, żeby spróbować. Sąd cywilny ocenia sprawę trochę inaczej niż karny, ale kilka rzeczy działa na twoją korzyść:

  • zeznania świadków potwierdzające, że to on zaatakował pierwszy,
  • nagrania z monitoringu, kamer samochodowych, telefonów,
  • udokumentowanie obrażeń z twojej strony (obdukcja, dokumentacja medyczna),
  • fakt, że wezwałeś policję i sam zgłosiłeś użycie gazu.

Jeśli sprawa jest poważna (trwałe skutki zdrowotne, oskarżenia o „bezpodstawne” użycie gazu), opłaca się skonsultować z adwokatem lub radcą prawnym, który przygotuje linię obrony pod kątem cywilnym, nie tylko karnym.

Złota waga sprawiedliwości na biurku obok laptopa, symbol prawa
Źródło: Pexels | Autor: KATRIN BOLOVTSOVA

Paralizator – kiedy to już broń i skąd największe ryzyko prawne

Paralizator w świetle ustawy o broni i amunicji

Polskie przepisy traktują część paralizatorów jako broń wymagającą pozwolenia. Kluczowe są parametry techniczne, w szczególności:

  • napięcie wyjściowe i energia rażenia,
  • przeznaczenie urządzenia (narzędzie przymusu bezpośredniego vs. gadżet „rekreacyjny”),
  • konstrukcja (kontaktowy vs. miotający elektrody na odległość, na kształt tasera).

Urządzenia „tasero-podobne”, miotające elektrody na kilka metrów, zwykle traktowane są jak broń bardziej zbliżona do policyjnej. Ich legalne posiadanie przez cywili bez specjalnych uprawnień jest mocno ograniczone. Proste paralizatory kontaktowe, przeznaczone do samoobrony i oferowane w polskich sklepach, zazwyczaj mieszczą się w granicach legalności, o ile:

  • są sprzedawane jako środek obrony osobistej dla osób cywilnych,
  • określone parametry nie przekraczają limitów, przy których ustawa zalicza je już do broni wymagającej pozwolenia.

Problem: w praktyce zwykły użytkownik nie ma jak samodzielnie sprawdzić napięcia i energii urządzenia. Opiera się na zapewnieniach sprzedawcy. Dlatego zakup „super-mocnych” paralizatorów z zagranicy jest prostą drogą do nieświadomego posiadania broni bez pozwolenia.

Jak wybierać paralizator, żeby nie wpaść w pułapkę nielegalnej broni

Bezpieczniejsza ścieżka to zakup w Polsce, w sklepie, który działa legalnie i rozlicza się z przepisów. Przy wyborze sprzętu zwróć uwagę na kilka rzeczy:

  • Jasny status prawny w opisie – frazy typu „sprzedaż bez zezwoleń dla osób pełnoletnich na terytorium RP” są lepszym sygnałem niż enigmatyczne „urządzenie treningowe”.
  • Dokument zakupu – paragon, faktura, karta produktu. W razie kontroli możesz pokazać, że kupiłeś go jako legalny środek samoobrony.
  • Brak ukrytych funkcji – paralizator połączony z pałką teleskopową, kastetem czy nożem to proszenie się o kłopoty.
  • Brak modyfikacji – wszelkie „tuningowanie” sprzętu, zwiększanie mocy, wymiana elementów na „mocniejsze” może spowodować, że z urządzenia dopuszczalnego zrobisz sobie nielegalną broń.

Przy zakupach zza granicy ryzyko rośnie. Cła i służby graniczne mogą zakwestionować przesyłkę, a w skrajnym razie skończy się to postępowaniem karnym. Tłumaczenie, że „na stronie było napisane, że legalne” nie będzie decydujące.

Noszenie paralizatora: gdzie może dojść do problemów

Paralizator, nawet ten legalny, wciąż jest postrzegany przez wiele osób (w tym funkcjonariuszy) jako „poważniejszy” środek niż gaz. W praktyce oznacza to większą czujność służb i wyższe ryzyko tłumaczeń przy kontroli. Szczególne miejsca problematyczne:

  • Obiekty użyteczności publicznej z dodatkowymi regulaminami (sądy, urzędy, stadiony) – ochrona może uznać paralizator za przedmiot niebezpieczny i nie wpuścić cię z nim do środka, nawet jeśli posiadanie samo w sobie jest legalne.
  • Imprezy masowe – regulaminy zazwyczaj zakazują wnoszenia przedmiotów mogących służyć do ataku. Paralizator prawie zawsze w tej kategorii ląduje.
  • Przejścia graniczne i lotniska – służby bezpieczeństwa potraktują paralizator jako potencjalne zagrożenie. Przewóz przez granicę z państwem o innych przepisach może skończyć się zatrzymaniem urządzenia, a nawet zarzutami.

Jeżeli planujesz wejście do budynku z kontrolą bezpieczeństwa, rozsądnie jest zostawić paralizator w domu lub w samochodzie. Próba „przemknięcia się” przez bramkę z takim sprzętem może skończyć się interwencją ochrony i policji.

Użycie paralizatora w samoobronie – gdzie kończy się obrona, a zaczyna znęcanie

Paralizator działa punktowo i boleśnie. W praktyce łatwo jest „przesadzić”, szczególnie gdy emocje biorą górę. Z punktu widzenia prawa kluczowe są:

  • moment rozpoczęcia użycia – powinien przypadać na fazę rzeczywistego ataku lub bezpośredniego zagrożenia,
  • czas rażenia – kilka krótkich impulsów, by oderwać napastnika i uciec, mieści się w obronie; długotrwałe rażenie leżącej osoby może być potraktowane jak znęcanie się,
  • miejsce rażenia – z punktu widzenia skuteczności celuje się zwykle w mięśnie dużych partii ciała, ale długie rażenie w głowę, szyję czy okolicę serca może zostać ocenione jako narażenie na ciężki uszczerbek.

Bezpieczniejszy schemat użycia:

  • krótki impuls w część ciała napastnika (ramię, bok tułowia, udo),
  • odejście na dystans, próba ucieczki, wezwanie pomocy,
  • kolejne użycie tylko, jeśli napastnik mimo wszystko wstaje i kontynuuje atak.

Gdy napastnik leży, krzyczy, nie podejmuje już prób ataku – dalsze rażenie może zostać potraktowane jak odwet, a nie obrona. Tu sądy są szczególnie wrażliwe.

Odpowiedzialność za skutki użycia paralizatora

Paralizator co do zasady powoduje bólową reakcję mięśni i krótkotrwałe zakłócenie zdolności do działania. Jednak przy chorobach serca, epilepsji, upadku z wysokości czy uderzeniu głową o twarde podłoże skutki mogą być dużo poważniejsze. Z punktu widzenia prawa karnego w grę wchodzi m.in.:

  • naruszenie nietykalności cielesnej,
  • spowodowanie uszczerbku na zdrowiu (lekkiego, średniego, ciężkiego),
  • nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku lub śmierci – jeśli np. po rażeniu ktoś upadnie ze schodów.

Ocena będzie zależeć od tego, czy działałeś w granicach obrony koniecznej i czy mogłeś przewidzieć tak poważny skutek. Jeżeli np. razisz napastnika stojącego blisko krawędzi peronu lub barierki na wysokości, ryzyko ciężkiego skutku jest oczywiste. Sąd może uznać, że wybrałeś sposób obrony zbyt ryzykowny jak na sytuację.

Kubotan i inne „nieoczywiste” narzędzia: co wolno mieć przy sobie

Czym w praktyce jest kubotan i jak jest postrzegany przez prawo

Kubotan to najczęściej mały, twardy pręt (metalowy, z tworzywa), długości kilku–kilkunastu centymetrów, często na breloku z kluczami. Służy do wzmocnienia uderzeń i ucisków na wrażliwe miejsca ciała. W polskim prawie nie ma przepisu wprost regulującego kubotan. W praktyce traktowany jest zazwyczaj