Dlaczego temat samoobrony w pracy budzi tyle obaw
Większość osób obsługujących klientów ma z tyłu głowy dwa równoległe lęki: z jednej strony strach przed agresją fizyczną lub psychiczną, z drugiej – obawę przed konsekwencjami prawnymi i utratą pracy, jeśli zareagują zbyt ostro. W efekcie wielu pracowników „zastyga” w sytuacji zagrożenia, nie wiedząc, czy wolno im się bronić i jak daleko mogą się posunąć.
W polskich realiach dochodzi do tego silne przekonanie, że „klient ma zawsze rację”. Niektórzy pracodawcy wprost oczekują, że personel „przyjmie na siebie” wybuchy złości, a nawet wulgarne wyzwiska, bo „takie są realia rynku”. Tymczasem przepisy dotyczące obrony koniecznej i bezpieczeństwa pracy jasno mówią, że prawo do ochrony zdrowia i życia stoi wyżej niż zasada grzeczności wobec klienta.
Strach przed więzieniem i utratą pracy
Jedna z najczęstszych myśli w chwili ataku brzmi: „Jeśli go odepchnę, a on się uderzy – czy pójdę siedzieć?”. W tle pojawiają się też inne wątpliwości:
- Czy pracodawca nie oskarży mnie o pobicie klienta?
- Czy nie zostanę przedstawiony jako „agresywny pracownik”?
- Czy nie będę musiał płacić odszkodowania za obrażenia lub szkody?
Te obawy są zrozumiałe, ale często wynikają z braku podstawowej wiedzy o instytucji obrony koniecznej. Polskie prawo zawiera mechanizmy, które chronią osobę zmuszoną do obrony przed bezprawnym, bezpośrednim atakiem. Wiele legalnych zachowań obronnych wcale nie prowadzi do odpowiedzialności karnej czy cywilnej, o ile mieszczą się w granicach przewidzianych przez przepisy.
Napięcie między lojalnością wobec klienta a prawem do bezpieczeństwa
W wielu firmach pracownik czuje się rozdarty. Z jednej strony słyszy na szkoleniach hasła o „kulturze obsługi” i „bezwarunkowym szacunku dla klienta”, z drugiej – doświadcza zachowań skrajnie agresywnych: krzyków, gróźb, prób szarpania czy rzucania przedmiotami. Pojawia się pytanie: gdzie kończy się „trudny klient”, a zaczyna napastnik?
Prawo jest w tym punkcie jednoznaczne: żaden regulamin wewnętrzny, żadne oczekiwania pracodawcy ani „standardy obsługi” nie mogą uchylać prawa pracownika do obrony życia, zdrowia i nietykalności cielesnej. Nawet jeśli firma promuje zasadę „klient ma zawsze rację”, nie ma ona pierwszeństwa przed Kodeksem karnym i przepisami BHP.
Branże szczególnie narażone na agresywnych klientów
Do kontaktu z agresją klientów najczęściej dochodzi tam, gdzie pojawia się silne wzburzenie, frustracja lub poczucie niesprawiedliwości. Szczególnie narażone są:
- handel – sklepy spożywcze, odzieżowe, stacje paliw, zwłaszcza w godzinach wieczornych i nocnych;
- gastronomia – bary, restauracje, fast foody, gdzie często występuje alkohol i presja czasu;
- służba zdrowia – izby przyjęć, SOR-y, przychodnie, gdzie pacjenci i ich bliscy są pod wpływem silnych emocji;
- urzędy i instytucje publiczne – wydziały komunikacji, ośrodki pomocy społecznej, gdzie klient czuje się „zależny od decyzji urzędnika”;
- transport – kierowcy autobusów, motorniczowie, konduktorzy, taksówkarze.
W każdej z tych branż inne są typowe scenariusze agresji, ale ogólne zasady obrony koniecznej są takie same. Różnice dotyczą raczej organizacji miejsca pracy, obecności ochrony, monitoringu i procedur wewnętrznych.
Różnica między „pyskówką” a realnym zagrożeniem
Nie każdy konflikt z klientem uzasadnia zastosowanie fizycznej samoobrony. Z punktu widzenia prawa karnego kluczowe jest, czy dochodzi do bezpośredniego, bezprawnego zamachu na dobro chronione, takie jak zdrowie, życie czy nietykalność cielesna. Obraźliwe słowa, choć bolesne, zazwyczaj nie dają jeszcze podstaw do użycia siły fizycznej.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy klient:
- zaczyna popychać, szarpać, uderzać pracownika,
- próbuje chwycić za gardło, rozbić butelkę i zamachuje się nią,
- rzuca w pracownika twardymi przedmiotami (np. telefonem, kubkiem),
- wbija się w jego przestrzeń w sposób ewidentnie zagrażający bezpieczeństwu (np. przyciska do ściany z pięściami uniesionymi do ciosu).
Kiedy z „pyskówki” robi się realne ryzyko uszkodzenia ciała, wchodzi w grę obrona konieczna w rozumieniu Kodeksu karnego. Słowa wciąż mogą być przestępstwem (np. zniewaga, groźby karalne), ale uzasadniają inne środki reakcji: nagranie, zgłoszenie przełożonemu, wezwanie ochrony lub policji, a niekoniecznie od razu siłowe rozwiązania.
Podstawy prawne obrony koniecznej w Polsce – w wersji dla praktyków
Instytucja obrony koniecznej jest uregulowana w art. 25 Kodeksu karnego. Brzmi poważnie, ale w praktyce sprowadza się do prostego założenia: jeśli ktoś cię bezprawnie atakuje, masz prawo się bronić, nawet jeśli w trakcie obrony wyrządzisz mu szkodę, o ile twoje działania nie wyjdą poza rozsądne granice.
Art. 25 Kodeksu karnego prostym językiem
Podstawowa treść tego przepisu mówi, że nie popełnia przestępstwa ten, kto działa w obronie koniecznej, odpierając bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem. Upraszczając:
- ktoś cię atakuje,
- atak jest bezprawny (nie ma do tego prawa),
- atak jest bezpośredni (dzieje się tu i teraz),
- a ty odpierasz ten atak w sposób służący zakończeniu zagrożenia.
Jeśli te warunki są spełnione, twoje zachowanie – nawet jeśli doprowadzi do obrażeń napastnika – może zostać uznane za zgodne z prawem. Istotne jest jednak, aby nie doszło do oczywistego przekroczenia granic obrony koniecznej, czyli np. brutalnego „dobijania” kogoś, kto już nie atakuje.
Co to jest „bezpośredni, bezprawny zamach” w relacji klient–pracownik
W pracy najczęściej chodzi o dobra takie jak: zdrowie, życie, nietykalność cielesna, wolność, ale też mienie (np. kasa sklepu, sprzęt firmowy). Bezpośredni zamach to taki, który już się rozpoczął lub ma się rozpocząć za chwilę i jest oczywiste, że do niego dojdzie. Przykłady:
- klient już zadaje ciosy pięścią lub próbuje cię uderzyć,
- klient zamachuje się butelką, krzesłem albo innym przedmiotem w twoim kierunku,
- ktoś łapie cię za ubranie i szarpie, próbując przewrócić,
- ktoś próbuje wyrwać ci kasetkę z pieniędzmi i jednocześnie popycha cię, by zablokować obronę.
Bezpośredni nie oznacza „kiedyś w przyszłości mnie zaatakuje”, tylko teraz, zaraz, w zasięgu ręki. Samo krzyczenie „rozbiję ci łeb” bez podjęcia realnych ruchów może być przestępstwem (groźba karalna), ale nie zawsze uzasadnia fizyczną samoobronę.
Bezprwny zamach to atak, który nie ma podstawy w przepisach. Klient nigdy nie ma prawa bić, szarpać czy dusić pracownika, niezależnie od powodu. Nawet wtedy, gdy czuje się oszukany czy źle obsłużony. Dlatego prawie każda agresja fizyczna ze strony klienta spełnia warunek „bezprawności”.
Czego obrona konieczna nie obejmuje
Obrona konieczna nie jest usprawiedliwieniem dla odwetu ani narzędziem „wychowywania” klientów. Oznacza to, że:
- nie możesz „oddać” ciosu po tym, jak klient przestaje atakować i odchodzi,
- nie wolno ci „nauczyć go szacunku” poprzez bicie, gdy już nie ma bezpośredniego zagrożenia,
- nie usprawiedliwia się przemoc wobec klienta za same wyzwiska czy brak kultury, jeśli nie towarzyszy im bezpośredni atak fizyczny,
- nie możesz używać obrony koniecznej, by karać za wcześniejsze zachowanie („przed chwilą mnie popchnął, to teraz mu pokażę”).
Obrona konieczna ma za zadanie zakończyć atak, a nie dać ci satysfakcję lub wyrównać rachunki. Ten rozdział między „obroną” a „odwetem” jest dla sądów kluczowy.
Konieczność, współmierność, proporcjonalność – jak sądy patrzą na obronę
W praktyce sądy analizują trzy kwestie:
- czy obrona była konieczna – czy w ogóle trzeba było użyć siły, aby zatrzymać atak;
- czy była współmierna – czy użyte środki nie były oczywiście nadmierne w stosunku do zagrożenia;
- czy nie można było wybrać łagodniejszego środka, który równie skutecznie zakończyłby atak (np. ucieczka zamiast użycia przedmiotu).
W środowisku pracy sądy często zwracają uwagę na to, że pracownik ma ograniczoną przestrzeń manewru. Nie zawsze może po prostu uciec: stoi za kasą, ma obowiązek ochrony mienia pracodawcy, jest sam na zmianie w nocy. Z drugiej strony, jeśli realna ucieczka jest możliwa i bezpieczna, jej wybór bywa oceniany jako bardziej proporcjonalny niż brutalne starcie.
Sądy uwzględniają też takie elementy, jak:
- różnica sił fizycznych między stronami,
- liczebna przewaga napastników,
- obecność niebezpiecznych przedmiotów (noże, butelki),
- płeć, wiek, kondycja fizyczna broniącego się,
- stopień nieprzewidywalności ataku (nagły cios z zaskoczenia vs. długotrwała sprzeczka słowna).
Jeżeli reakcja pracownika była spontaniczna, wynikająca ze strachu i silnego wzburzenia, prawo przewiduje także pewne „złagodzenie” oceny przekroczenia granic obrony koniecznej, o czym szerzej dalej.

Gdzie przebiega granica między samoobroną a atakiem na klienta
Największe problemy rodzą nie tyle sytuacje, gdy pracownik nic nie robi, co te, w których broni się „za mocno”. To właśnie wtedy prokurator czy sąd badają, czy doszło do obrony koniecznej, czy już do ataku na klienta. Kluczowe są dwa aspekty: czas i intensywność reakcji.
Granica czasowa: kiedy zamach się zaczyna, a kiedy się kończy
Obrona konieczna jest dopuszczalna tylko w czasie trwania zamachu. To oznacza:
- możesz zacząć się bronić, gdy atak jest bezpośrednio grożący lub już trwa,
- musisz zakończyć działania obronne, gdy atak ustaje lub napastnik jest już obezwładniony i nie stanowi realnego zagrożenia.
Przykłady:
- Klient wymachuje butelką, podchodzi coraz bliżej, krzyczy, że uderzy – możesz go odepchnąć, sięgnąć po barierę (np. zasunąć szybę), wezwać pomoc. Jeśli jednak już się odwraca i odchodzi, a ty biegniesz za nim i uderzasz go od tyłu, trudno mówić o obronie koniecznej.
- Klient popycha cię przy ladzie, próbuje się przedostać na zaplecze. Zatrzymujesz go, chwytasz i przytrzymujesz, wzywając ochronę. Gdy przestaje się szarpać, nie stawiasz dalszego oporu, jedynie go blokujesz – wciąż mieścisz się w ramach obrony lub „ujęcia obywatelskiego”. Ale jeśli po ustaniu oporu zaczynasz go bić „za to, co zrobił”, stajesz się agresorem.
Granica czasowa jest często rozmyta, bo emocje opadają z opóźnieniem. Z prawnego punktu widzenia liczy się jednak obiektywny stan zagrożenia, a nie tylko twoje subiektywne poczucie strachu.
Granica intensywności: reakcja nie może być oczywiście nadmierna
Prawo nie wymaga od pracownika „chirurgicznej precyzji”, ale nie dopuszcza też reakcji, które są rażąco silniejsze niż sam atak. Przykłady kontrastów:
- Klient łapie cię za rękaw i szarpie – odepchnięcie go, wyrwanie się z uchwytu, postawienie się w bezpiecznej pozycji jest zazwyczaj akceptowalne. Natomiast kilkukrotne uderzenie go w twarz, zwłaszcza gdy się cofa, może być ocenione jako przekroczenie granic.
Przykłady oczywistego „przestrzelenia” z siłą
Łatwiej wyczuć granice, gdy zobaczysz skrajne sytuacje. Prawo szczególnie krytycznie patrzy na działania, które wyglądają na „doprawienie komuś”:
- Klient rzuca w twoją stronę paragonem i lekko cię odpycha – użycie gazu pieprzowego z bardzo bliskiej odległości może zostać uznane za reakcję nieproporcjonalną.
- Klient uderza cię otwartą dłonią, ty go powalasz na ziemię, siadasz na nim i zadajesz kolejne ciosy pięścią, choć już tylko się zasłania – tu obrona zamienia się w atak.
- Klient szarpie się przy kasie, ty chwytasz ciężki metalowy stojak i uderzasz nim w głowę – nawet jeśli „działałeś w afekcie”, skala zagrożenia zdrowia napastnika może zostać oceniona jako oczywiście nadmierna.
W takich sprawach prokurator będzie badał, czy istniał realny powód, aby użyć tak mocnych środków, czy raczej przeważyła złość i chęć odwetu.
Sygnalizowanie końca obrony – dlaczego gesty i słowa mają znaczenie
W sytuacjach konfliktowych nagrania z monitoringu często decydują o tym, jak śledczy interpretują twoje zachowanie. Dlatego, gdy już uda się zatrzymać atak, dobrze jest wyraźnie pokazać, że twoja rola się kończy:
- zamiast dalej szarpać, odchodzisz o krok i mówisz „wystarczy, proszę się uspokoić”,
- jeśli kogoś obezwładniasz, utrzymujesz tylko tyle siły, ile potrzeba, i mówisz: „trzymam pana do czasu przyjazdu policji, nie będę bił, proszę się nie szarpać”,
- gdy klient przestaje atakować, opuszczasz ręce, zamiast iść w jego stronę z zaciśniętymi pięściami.
Dla sądu takie szczegóły bywają kluczowe – pokazują, czy naprawdę broniłeś się przed napaścią, czy dopiero „rozpędzałeś się” w swojej reakcji.
Agresywny klient w świetle prawa – jakie zachowania są już przestępstwem
Wielu pracowników ma poczucie, że „dopóki nie poleje się krew”, nic nie da się zrobić. Tymczasem część zachowań agresywnych klientów to już konkretne przestępstwa albo wykroczenia, nawet jeśli kończy się „tylko” na wyzwiskach, popychaniu czy grożeniu.
Najczęstsze przestępstwa popełniane wobec pracowników
W praktyce punktów obsługi, sklepów czy recepcji najczęściej pojawiają się takie typy czynów:
- Naruszenie nietykalności cielesnej (art. 217 k.k.) – każde bezprawne dotknięcie fizyczne: popychanie, szarpanie za ubranie, plucie, rzucenie w kogoś kubkiem z kawą. Nie musi dojść do widocznych obrażeń.
- Umyślne uszkodzenie ciała (art. 157 k.k.) – gdy w wyniku ataku dochodzi do bólu i obrażeń: siniaków, rozcięć, zwichnięć, które trwają dłużej niż kilka dni lub wymagają leczenia.
- Znieważenie (art. 216 k.k.) – obelgi, wulgarne wyzwiska, poniżanie pracownika jako osoby („ty debilu”, „ty śmieciu”), także w obecności innych klientów.
- Groźby karalne (art. 190 k.k.) – zapowiedź popełnienia przestępstwa na twojej osobie lub na bliskich („po pracy cię dorwę”, „spalę ci samochód”), jeżeli wzbudza w tobie uzasadnioną obawę, że może się spełnić.
- Wymuszenie rozbójnicze (art. 282 k.k.) – agresywny klient grozi ci pobiciem lub uszkodzeniem mienia, żeby wymusić nienależną korzyść (np. „albo oddasz mi gotówkę z kasy, albo rozwalę tu wszystko i ciebie też”).
- Zakłócanie miru domowego lub spokoju pracy (art. 193, 51 k.w.) – odmowa opuszczenia sklepu, biura czy przychodni mimo wyraźnego wezwania, szczególnie po godzinach otwarcia lub przy wyraźnym zakazie.
Sama wiedza, że dane zachowanie jest już przestępstwem, często daje pracownikom większą odwagę, by reagować nie tylko emocjonalnie, ale też formalnie – np. przez wezwanie policji czy złożenie zawiadomienia.
Kiedy „tylko krzyczy”, a kiedy już przekracza granicę prawną
Klienci potrafią być bardzo głośni i nieprzyjemni. Nie każde podniesienie głosu jest przestępstwem. Kryterium jest treść i sposób zachowania:
- Jeśli klient głośno dyskutuje, jest zirytowany, ale nie obraża cię personalnie i nie grozi – mieści się to zwykle w granicach sporu cywilnego.
- Jeżeli przechodzi do bezpośrednich wyzwisk, które mają cię upokorzyć – można mówić o znieważeniu.
- Jeżeli padają słowa o konkretnym przyszłym ataku („po pracy cię pobiję”, „wiem, gdzie mieszkasz, przyjdę do ciebie”) i brzmią wiarygodnie – może to być groźba karalna.
Przy ocenie groźby liczy się to, czy rozsądna osoba na twoim miejscu miałaby podstawy się bać, a nie to, czy napastnik faktycznie planuje coś zrobić.
Agresja wobec „osoby pełniącej obowiązki służbowe”
Niektóre grupy pracowników, np. kontrolerzy biletów, funkcjonariusze ochrony, pracownicy komunikacji miejskiej, a w pewnych sytuacjach także kasjerzy czy pracownicy urzędów, korzystają z dodatkowej ochrony prawnej jako „osoby pełniące obowiązki służbowe”.
Jeśli napastnik używa wobec nich przemocy lub groźby, może odpowiadać za czyn na szkodę funkcjonariusza publicznego lub osoby przybranej mu do pomocy (np. art. 222, 223 k.k.). W praktyce oznacza to surowsze kary i większe szanse na zdecydowaną reakcję organów ścigania.
Dla ciebie jako pracownika ważne jest, by ustalić z pracodawcą, czy twoje stanowisko i zakres obowiązków wiążą się z takim statusem. Ma to znaczenie przy kwalifikacji prawnej zdarzenia.
Co wolno pracownikowi w samoobronie – przykłady krok po kroku
Pracownicy często pytają: „To co konkretnie mogę zrobić, żeby nie mieć później problemów?”. Poniżej kilka prostych scenariuszy pokazujących kolejność działań – od najłagodniejszych do silniejszych środków.
Scenariusz 1: Klient wyzywa i grozi, ale jeszcze nie atakuje fizycznie
W takiej sytuacji podstawowe narzędzia to słowa, dystans i zabezpieczenie dowodów, a nie siła fizyczna.
- Utrzymanie dystansu – odsuń się na krok, ustaw się bokiem (stabilniejsza pozycja, mniejsza możliwość pchnięcia wprost), nie podchodź bliżej do agresywnego klienta.
- Komunikat graniczny – spokojnie, ale stanowczo: „Proszę nie podnosić głosu i nie używać wulgaryzmów. W przeciwnym razie przerwę obsługę i wezwę ochronę/policję”.
- Aktywacja procedur – jeśli macie przycisk antynapadowy, ochronę, możliwość przyjścia kolegi z innego działu – skorzystaj z tego. Obecność innej osoby często tonuje zachowanie agresora.
- Zabezpieczenie nagrania – upewnij się, że monitoring działa, ewentualnie dyskretnie rozpocznij nagrywanie telefonu (zgodnie z prawem możesz nagrywać rozmowę, której sam jesteś uczestnikiem).
- Reakcja po zdarzeniu – po odejściu klienta zgłoś sytuację przełożonemu na piśmie, opisz treść gróźb. Przy powtarzających się incydentach pracodawca łatwiej uzasadni np. zakaz wstępu dla danej osoby lub zgłoszenie na policję.
W tym scenariuszu zwykle nie ma podstaw do fizycznej samoobrony. Twoim „twardym” narzędziem są procedury i ewentualne zawiadomienie organów ścigania.
Scenariusz 2: Klient popycha, szarpie, blokuje wyjście
Tu pojawia się już naruszenie nietykalności cielesnej. Prawo pozwala ci na działania fizyczne, ale przede wszystkim w celu uwolnienia się i uzyskania bezpiecznego dystansu.
Praktyczne kroki:
- Uwolnienie z chwytu – wyrwij rękę energicznym ruchem w dół lub na zewnątrz, nie musisz „kontratakować”. Celem jest wyjście z bezpośredniego kontaktu.
- Odepchnięcie w bezpieczną stronę – krótkie, zdecydowane pchnięcie na tułów (nie na twarz), by stworzyć przestrzeń i odsunąć napastnika.
- Zmiana pozycji – ustaw się tak, by mieć za sobą wyjście lub barierę (lada, biurko), a napastnika przed sobą. To ułatwia dalszą kontrolę sytuacji.
- Wezwanie pomocy – alarm, przycisk antynapadowy, telefon na 112, okrzyk do współpracowników: „Proszę o pomoc przy kasie numer 1!”.
Jeżeli klient po odepchnięciu rezygnuje z dalszego ataku, a ty nie podejmujesz dodatkowych ciosów, ryzyko zarzutu przekroczenia obrony jest niewielkie. Dobrze jednak od razu po zdarzeniu sporządzić notatkę służbową oraz poprosić o zabezpieczenie nagrań z monitoringu.
Scenariusz 3: Klient uderza, rzuca przedmiotami, próbuje wtargnąć na zaplecze
To sytuacje, w których zagrożenie dla zdrowia jest bardzo realne. Twoje działania mogą być zdecydowane, choć nadal ukierunkowane na zatrzymanie ataku, a nie na ukaranie napastnika.
- Unik i zasłona – jeśli widzisz zamach ręką lub przedmiotem, priorytetem jest uniknięcie ciosu: odskok w bok, podniesienie przedramienia jako tarczy. Nie musisz „wymieniać ciosów”.
- Krótka, zdecydowana kontra – cios w ramię, bark, klatkę piersiową lub silne odepchnięcie, by przerwać serię ataków i wytrącić napastnika z równowagi. Celem jest chwilowe unieruchomienie, nie poważne zranienie.
- Wykorzystanie otoczenia – zasunięcie szyby ochronnej, zatrzaśnięcie drzwi do zaplecza, odsunięcie stojaka z ostrymi przedmiotami z zasięgu jego rąk.
- Utrzymanie dystansu zamiast „walki” – gdy napastnik ma w ręku butelkę, nóż lub inny niebezpieczny przedmiot, często rozsądniej jest zwiększać odległość i barykadować przejścia, niż próbować go „rozbroić” bez przeszkolenia.
Jeśli w trakcie starcia napastnik upada, a atak ustaje, dalsze uderzanie go (szczególnie w głowę) niemal na pewno zostanie ocenione jako wyjście poza ramy obrony. Bezpieczniej jest wtedy ograniczyć się do kontroli – np. stać w pewnej odległości, blokując wyjście do czasu przyjazdu policji.
Scenariusz 4: Napastnik z nożem lub innym niebezpiecznym narzędziem
Tu pojawia się silne napięcie między naturalnym odruchem a realnymi możliwościami obrony. Z perspektywy prawa kluczowe są dwie myśli: twoje życie i zdrowie są ważniejsze niż mienie oraz nie wymaga się od ciebie heroizmu.
Rozsądne zasady postępowania:
- Ucieczka, jeśli jest możliwa – opuszczenie stanowiska i wyjście ze sklepu czy biura nie jest tchórzostwem, tylko racjonalnym działaniem. Prawo nie nakłada na pracownika obowiązku „oddawania życia” za kasę fiskalną.
- Oddanie mienia pod przymusem – jeśli nożownik domaga się pieniędzy z kasy, a ty jesteś sam, bez ochrony i bariery, często bezpieczniej jest wykonać jego żądanie, zapamiętując jak najwięcej szczegółów do późniejszego zgłoszenia.
- Barykada zamiast bezpośredniej konfrontacji – jeśli możesz odskoczyć za ladę, zamknąć drzwi lub użyć ciężkich mebli jako zapory, to lepszy wybór niż próba „złapania noża”.
- Użycie dostępnych środków obrony – w ostateczności, gdy nie ma drogi ucieczki, a atak jest bezpośredni, wykorzystanie gaśnicy, krzesła czy innego przedmiotu jako tarczy lub środka do odparcia ciosu będzie z reguły uznane za działanie w obronie koniecznej, nawet jeśli napastnik dozna poważniejszych obrażeń.
W takich sytuacjach sądy zazwyczaj są bardziej wyrozumiałe wobec obrony, która z perspektywy „na chłodno” może wydawać się brutalna. Sytuacja bezpośredniego zagrożenia życia usprawiedliwia dalej idące środki, choć nadal nie daje „licencji” na dobicie napastnika, gdy zagrożenie minie.
